Dzisiaj to będzie taki

 krótki post o... nie wiem jak to nazwać więc może po prostu opiszę.
Byłam w second hand z mamą, pracownica sklepu akurat miała przerwę na pogaduszki ze swoimi koleżankami które przyszły na zakupy. No więc co zaczęłam się rozglądać po sklepie, po 5 min przeglądania rzeczy wpadłam w dział sukienek. Rzuciłam mi się w oko taka czerwona to pokazuje ją mamie. Mama jak zawsze z pytanie z jakiego materiału to czytam "80%silk i 20% poliesteru"(czy jakoś tak były te procenty.
Mama mi się zapytałam co to jest ten silk, odpowiedziałam jej że pierwszy raz spotykam się z taką nazwą na metce
Na co pani w sklepie do nas z tekstem że 'czytamy metki na nawet nie wiemy co czytamy, przecież to jedwab'. Taa wcale ironii w jej głosie nie było słychać, do tego dodała złośliwy półuśmieszek

Wiem mogłam skojarzyć z kosmetykami ale tu chodzi o sam fakt w jaki sposób ona się do mnie odniosła. Nie muszę znać wszystkich nazw tkanin we wszystkich językach aby kupować ubrania

Skończyło się na tym że nic nie kupiłyśmy i już na pewno nie wrócimy do tego sklepu...

Też czasem trafiacie na nie miłą obsługę?
Pozdrawiam:)
poirytowana kruszynkaaa91:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuje za każdy pozostawiony komentarz:)
Bardzo chętnie poznam Twoje zdanie:)
Każdy pozostawiony ślad motywuje mnie do dalszego pisania:)